sobota, 6 września 2025

Wojenne historie

 


Maria

Fot. Lidia Foryciarz


Ranek był rześki. Maria leżała na wzgórzu wśród wysokich traw, wdychając zapach wilgotnej ziemi. Źdźbła były miękkie i delikatne, otulały jej ciało jak zielone morze. Nad głową przesuwały się chmury, układając się w fantastyczne kształty, jakby niebo chciało ją pocieszyć swoją dziecięcą wyobraźnią. Poniżej, na równinie, rozkwitały polne kwiaty – czerwone, błękitne, żółte – tak piękne, że krajobraz przypominał rajski ogród.

Maria chłonęła ten widok, starając się uciszyć rozdygotane serce. Myśli krążyły jak oszalałe ptaki, nie pozwalając jej zaznać spokoju. Wbiła palce w ziemię, jakby pragnęła zakorzenić się w niej na zawsze. Lecz nagle, w desperackim odruchu, poderwała się z miękkiej trawy i pobiegła w dół zbocza. Jej długie, złote włosy połyskiwały w słońcu, a ruchy przypominały taniec.

Kiedy dotarła między kolorowe kwiaty, naprawdę wyglądało to tak, jakby tańczyła. A jednak w nogach czuła drżenie, w całym ciele ból, a w głowie pulsowanie, które niemal rozsadziło czaszkę. Kurz z drogi drażnił oczy, łzy popłynęły po policzkach. W oddali ujrzała sylwetki niemieckich samochodów stojących na podwórzu. Lęk, który towarzyszył jej od miesięcy, w jednej chwili przemienił się w czyste przerażenie.

Przed domem zobaczyła swoją rodzinę ustawioną w szeregu pod pobielaną ścianą. Milcząc, stanęła obok nich, unosząc ręce ku górze. Pomyślała o swoim smutnym, beznadziejnym wojennym życiu – i ku własnemu zdumieniu nagle przestała się bać. Myśli odpłynęły, a serce znieruchomiało. Zapanowała cisza. Tylko metaliczny zgrzyt odbezpieczanej broni złowrogo przeciął powietrze.

Strzały nie padły. Nastąpiła najdłuższa cisza w krótkim życiu Marii. Potem wszyscy usłyszeli rozmowę, którą zrozumiał zdumiony Stanisław:


Franz, wenn wir sie erschießen, wird es nie wieder solche Pierogi mit Fleisch geben.
(Franz, jeśli ich rozstrzelamy, nigdy już nie zjem takich pierogów z mięsem).

Stimmt. Ein Himmel im Mund.
(Prawda. Niebo w gębie).

Und erinnerst du dich an den roten Borschtsch mit Uszka?
(A pamiętasz czerwony barszczyk z uszkami?).

Wie könnte ich nicht? Zum Niederknien gut.
(Jakżeby nie! Palce lizać).


Niemcy podeszli do stojącego na brzegu Stanisława – ojca Marii. Silnymi ciosami kolb zmasakrowali mu twarz i połamali nogi. Kobiety, zamiast krzyczeć, pobiegły do kuchni. Zaczęły wyrabiać ciasto i gotować pierogi.

Przez długie miesiące Stanisław leżał w milczeniu, znosząc cierpienie z godnością, jakby rany odniósł na polu chwały. Wieś Marii pozostała samotną wyspą pośród morza płonących domostw na Kielecczyźnie.

Od tamtego dnia dziewczyna zrozumiała, że walka o życie może przybierać różne formy. Czasem nie prowadzi się jej w lesie z karabinem w dłoni. Czasem narzędziami oporu stają się garnki, rondle i ogień, w którym zamiast śmierci rodzi się chleb i przetrwanie.

Wieczór tamtego dnia zapadł gwałtownie, jakby ktoś jednym ruchem nakrył świat ciężkim, brudnym kocem. Maria siedziała na niskim stołku obok łóżka ojca. Stanisław – niegdyś silny gospodarz, którego krok rozbrzmiewał echem po podwórzu – teraz leżał bez ruchu, zmasakrowany, obcy samemu sobie. Twarz miał obrzękłą, sino-fioletową, nogi sztywno owinięte deskami. Oddychał płytko, lecz w jego oczach wciąż tliła się iskra uporu, której nic nie mogło zgasić.

Maria delikatnie przykładała lnianą chustę do jego rozpalonego czoła. Każdy ruch wykonywała powoli, cicho, jakby bała się, że zbyt gwałtowny gest przywoła z powrotem niemieckie sylwetki. W kuchni rozlegało się rytmiczne uderzanie dłoni o stolnicę, stukot garnków, szept sąsiadek pomagających matce. Ten dźwięk, tak zwyczajny, nagle nabrał innego znaczenia: przypominał kroki żołnierzy, ale zamiast śmierci paradoksalnie niósł życie. 

Noc nadeszła ciężka i bezgwiezdna. W powietrzu unosił się dym z odległych pożarów, mieszał się z zapachem gotowanego mięsa i cebuli. Maria siedziała nieruchomo, jakby bała się poruszyć, by nie naruszyć kruchej granicy między życiem a śmiercią, która i tak mogła runąć w każdej chwili. 







5 komentarzy:

  1. Twój tekst jest niezwykle silny emocjonalnie i wielowarstwowy – balansuje między poetyckim opisem natury a brutalną rzeczywistością wojny. Kilka rzeczy, które warto zauważyć:
    Kontrast światów – opis poranka, traw i kwiatów tworzy niemal sielankową atmosferę, która kontrastuje z brutalnością wojny. To bardzo skuteczny zabieg literacki, który sprawia, że przemoc uderza jeszcze mocniej.
    Detale sensoryczne – świetnie operujesz zmysłami: zapach wilgotnej ziemi, dotyk traw, blask włosów w słońcu, dźwięk stukotu garnków. To sprawia, że czytelnik niemal fizycznie odczuwa opisywaną scenę.
    Styl narracji – zdania są rytmiczne, czasem długie i poetyckie, co buduje napięcie i wciąga czytelnika. Zauważalne są też zmiany tempa – opisy natury są powolne, scena przemocy szybka, dynamiczna.
    Motyw ciszy – kilkakrotnie pojawia się cisza: po lęku Marii, po strzałach, w domu po wydarzeniach. Cisza tu pełni funkcję emocjonalnego wstrzymania oddechu – momentu refleksji nad brutalnością i siłą przetrwania. To tyle ode mnie. Pozdrawiam T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za recenzję, może zbyt pochlebną. Miała być w emailu, ale jak jest tutaj więc zaakceptowałam. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Komentarz z 7 września doskonale wyraził także moje odczucia. Właściwie nic dodać nie można. Piękna, poetycka opowieść wojenna, o paradoksie i okrucieństwie wojny, o słabościach żołnierskich męskich żołądków. POzdrawiam Ewuniu serdecznie BRK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ci Basiu za opinię mojej pisaniny, wiedząc, że masz za sobą nie jedną napisaną książkę n/t Twojej rodziny (jedną z nich mam, przeczytaną). Piszę troszkę inaczej od Ciebie - fakty fabularyzuję. Twoje opisy są oparte na dokumentach, moje na wspomnieniach członków mojej rodziny. Pozdrawiam ciepło E.B.

      Usuń
    2. Kontynuuj Ewuniu, bo warto, masz dla kogo, a piszesz ciekawie o interesujących wydarzeniach, a to ważne , ze chce się czytać dalej.

      Usuń