czwartek, 12 marca 2026

Magiczne spotkanie z Anną






Fot. Ewa Bielańska

Fragment z przygotowywanej powieści pt. "Bezsenność"


Ewa znała ten głos lepiej niż niejedną twarz.
Przez lata towarzyszył jej wieczorami — w ciszy pokoju, przy zapalonej lampce, gdy radio stawało się jedynym oknem na świat. Był spokojny, wyważony, z nutą ironii i ciepła.

Szczególnie zapamiętała audycję o losach dwóch poetek — Haliny Poświatowskiej i Sylvii Plath.

Dlatego gdy w zamkowym korytarzu usłyszała znajomą modulację zdań, najpierw pomyślała, że to złudzenie.

Zatrzymała się.
Serce zabiło szybciej.

Nie było tu przecież radia. Nie o tej porze. Nie wśród kuracjuszy zmierzających na zajęcia.

A jednak.

Gdzie mamy teraz iść? — zabrzmiało miękko zza uchylonych drzwi biblioteki.

Ewa poczuła dreszcz.
Ten głos — tak dobrze znany — nagle znalazł się blisko.

Ruszyła.

Przeszła przez salę lustrzaną, przez oranżerię pachnącą wilgotnymi liśćmi, dalej — krużgankami pełnymi rozmów i śmiechu. Zajrzała do kaplicy, zajrzała do dużych sal, gdzie głosy odbijały się echem i wracały z różnych stron.

Złudzenie rozwiało się dopiero wtedy, gdy pielęgniarka potwierdziła, że dziennikarka Anna krąży po komnatach zamku.

Ewę ogarnęła nagła lekkość, jakby coś w niej się otworzyło. Zaraz potem przyszła obawa. W tłumie kuracjuszek łatwo przecież zniknąć, rozpłynąć się w szumie rozmów. Czy znajdzie w sobie odwagę, żeby podejść, usiąść obok i powiedzieć coś, co zostanie zapamiętane?

Tej nocy długo nie mogła zasnąć.

Rankiem, jeszcze półprzytomna, schodziła ozdobnymi schodami do jadalni.

Gdy mijała uśmiechniętą blondynkę wchodzącą po schodach w górę, powiedziała odruchowo:

Dzień dobry.
— Dzień dobry — odpowiedziała nieznajoma.

Ewa stanęła jak wryta.

To był ten głos.

Nieznajoma zrobiła jeszcze dwa kroki i nagle się zatrzymała. Odwróciły się jednocześnie — jak w zwierciadlanym odbiciu. Przez chwilę patrzyły na siebie z niedowierzaniem.

I wtedy obie się roześmiały.

Zbliżyły się odruchowo, jakby znały się od dawna, i objęły w krótkim uścisku.

Od dzisiaj razem opalamy się w ogrodzie — powiedziała Anna. — Mam swoje miejsce. Nikt nas tam nie znajdzie.

Ewa nie próbowała tego zrozumieć.

Schodziły razem do ogrodu, a poranne słońce powoli rozlewało się po zamkowych murach.






Ocena
8,5/10




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz