środa, 10 czerwca 2026

Ciocia Emma i mama Maria


Fragmenty z powieści "Bezsenność"


Miała czternaście lat.

Przy koleżankach wyglądała jak ich młodsza kuzynka przyprowadzona na szkolną wycieczkę. Żyła w świecie fantazji. Czytała wszystko: fantastykę, poezję, filozofię, francuskie piosenek.
Jej świat w głowie był większy niż ten rzeczywisty.

Polonistka nigdy nie traktowała jej poważnie, patrzyła na nią podejrzliwie.

Przyznaj się. Kto pisze ci wypracowania?

To bolało bardziej niż zła ocena.

Dlatego wysłanie opowiadania na konkurs było czymś więcej niż próbą. Było dowodem. Dla niej.

Dwa tygodnie później przyszedł list. Niebieska koperta. Pieczątka redakcji. Pierwszy w życiu list zaadresowany do niej.

Odebrała go ciocia Emma.

Ty? Wypracowanie na konkurs? Nie żartuj.

Znowu coś wymyśliłaś?

Kto ci to załatwił?

Ewa podeszła bliżej.

To nie pomyłka. Proszę mi go oddać.

Wyciągnęła rękę.

Emma cofnęła ją gwałtownie.

Jakie listy? Jakie konkursy?

Ewa patrzyła na kopertę nie spuszczając z niej wzroku.

Oddaj mi, ciociu, to do mnie! — krzyknęła tak głośno, że aż sama się przestraszyła.

Zobaczyła tylko obojętność w oczach cioci, a potem jej plecy oddalające się razem z listem. Odwróciła się i bez słowa poszła do pokoju. Szła powoli. Zdawało się, że uczy się chodzić. Zamknęła drzwi. Między jedną myślą a drugą nie było nic. Z ociężałych powiek spływały łzy i wsiąkały w poduszkę.

Ewa! Na obiad! Rosół stygnie! — usłyszała nerwowy głos cioci.

Nie odpowiedziała.

Dopiero kiedy Emma stanęła nad nią, podniosła się. Ból głowy. Ścisk w żołądku. Nie zdążyła dojść do stołu. Zwymiotowała.

Co za dziewuszysko… — rzuciła ciszej, z niesmakiem. — Rosół stygnie.

Ewa usiadła. Patrzyła na talerz. Ściśnięte gardło nie było w stanie niczego przełknąć. Emma stanęła za jej plecami, zaplatając włosy w dwa warkoczyki z kokardkami.

— Nie histeryzuj — rzuciła ciszej.

Jeszcze tego samego wieczoru kilka razy pukała do drzwi pokoju ciotki.

Oddaj mi go.

Za każdym razem słyszała tylko:

Daj spokój.

Oczy piekły tak, jakby ktoś sypnął w nie piaskiem. Tej nocy spała u cioci. Długo patrzyła w sufit zanim zasnęła. Kiedy się obudziła, zobaczyła siedzącą obok Emmę. 

I po co ci było tak płakać?  powiedziała czule.

A list… już nigdy do niej nie wrócił.

Następnego wieczoru wracała z babcią Stanisławą do mieszkania.

Na każdym półpiętrze babcia zatrzymywała się, łapiąc oddech.
— Dziecko… jak mi ciebie żal.

Ewa nie odpowiadała.

Szła dalej.


ROZDZIAŁ VII

W latach osiemdziesiątych modne były „prażone” — spotkania na ogródkach działkowych. Wieczór był ciepły, ciężki od zapachu kwiatów i dymu. Powietrze drżało od śmiechu i bełkotu podchmielonych mężczyzn.

Ewa rozejrzała się. Kilka metrów dalej prezes ogródków unosił kieliszek.

Na zdrowie, piękna panienko!

Zrozumiała, że mówi do niej. Uśmiechnęła się lekko.

Dziękuję.

Ewa czuła urok chwili, gdy nagle usłyszała skrzeczący głos cioci Emmy:

Co to ma znaczyć?! — głos Emmy przeciął powietrze. 

— Nie będziesz się z nim zadawać!

Ludzie jeszcze śpiewali, ktoś fałszował refren. Impreza powoli dogasała.

Wracali przez pola. Księżyc rozlewał się mlecznym światłem, trawa pachniała jesienią. Ewa szła trochę z tyłu. Zrywała po drodze kwiaty, z których powstał pokaźny bukiet.

Parcie na pęcherz narastało szybko i boleśnie. Przy drodze nie było gdzie się zatrzymać. Dopiero przy blokach zobaczyła ciemniejsze zarośla. Przyspieszyła. Ulga przyszła natychmiast. Kiedy wyszła, zobaczyła ciocię.

Stała nieruchomo. Twarz miała wykrzywioną gniewem.

Nie wrócisz dziś do mieszkania — powiedziała. — Pójdziesz ze mną.

Dlaczego?

Umówiłaś się z tym fagasem. Nie splamisz dobrego imienia rodziny.

Absurd sytuacji rozbawił ją tak bardzo, że wybuchła śmiechem. Śmiała się, dopóki nie poczuła ostrego bólu. Ciocia uderzyła ją w twarz. Zakręciło się jej w głowie. Pobiegła. Nie wiedziała dokąd. Biegła między ludźmi, coraz szybciej, jakby mogła zgubić ten głos, który wciąż był za nią.

Zatrzymaj się!

Emma złapała ją za ubranie. Ewa wysunęła się i wyrwała. Oddech rwał się w gardle. Serce biło nierówno. Obraz falował przed oczami.

Schody. Drzwi. Czyjeś twarze.

Ewa, co się dzieje…?

Nie odpowiedziała, ruszyła dalej. Ciocia była za nią.

Nie rób wstydu rodzinie!

Ciało nie nadążało. Nogi zrobiły się ciężkie. Ręce drżały.

Zatrzymała się.

I wtedy pomyślała:

przecież mam dwadzieścia siedem lat.

Powrót do mieszkania pamiętała jak przez mgłę. Taksówka, autobus, czyjeś głosy. Obudziła się późno, w ubraniu, z koszmarnym bólem głowy. We śnie usiłowała uciec przed czymś, co ściskało jej głowę jak w imadle. Na podłodze leżały zwiędłe polne kwiaty. Dopiero ich widok przypomniał, że koszmar nie skończył się wraz ze snem.



ROZDZIAŁ VIII

Następnego dnia obudziła się wyczerpana po nieszczęsnej gonitwie z ciocią Emmą. Zlana potem i zmęczeniem weszła do wanny, by zmyć wstyd kolejnym upokorzeniem. Próbowała rozpuścić myśli w ciszy wody, pozwolić im odpłynąć. Wtedy usłyszała zgrzyt klucza w zamku. Do mieszkania weszła mama Maria, zmierzając wprost do kuchni. Bez słowa rozłożyła zakupy i przystąpiła do gotowania obiadu. Pomyślała, jak dobrze, że zabroniła Włodzimierzowi odwiedzać ją w mieszkaniu. Nie zniosłaby, gdyby zobaczył ją rozdygotaną i upokorzoną własną bezradnością. Ewa, zmęczona i otulona ręcznikiem, stanęła w progu kuchni. Powiedziała cicho:

Dlaczego znowu weszłaś do mojego mieszkania bez zapowiedzi?

O co ci chodzi? – odpowiedziała Maria.

A gdybym była z kimś?

Jezus Maria! Znowu masz jakieś pretensje! Przecież zrobiłam ci zakupy, za chwilę będziesz miała obiad! — krzyczała matka. — Nie każdy ma tak dobrze jak ty!

Nie chcę twojego obiadu! Zostaw mnie w spokoju!

Taka jest twoja wdzięczność? Co z ciebie za córka? Jestem dla ciebie nikim? — rozpłakała się głośno.

Ewa stała w progu, próbując uspokoić matkę, choć sama była na granicy wytrzymałości.

W pracy piętrzyły się teksty do korekty. Litery skakały Ewie przed oczami. Po raz trzeci czytała ten sam akapit i nadal nie rozumiała jego sensu.

Kiedy w końcu przyłożyła głowę do poduszki, sen nie przyszedł. Nie przyszedł także przez następne noce.



 Ewa wybrała duży, mocny czarny worek na śmieci.

 Wyjęła z szuflady pierwszą garść listów.
Papier był pożółkły i kruchy. Na kopertach — znane pismo, adresy sprzed lat, znaczki z innych czasów.

 Zaczęła drzeć. Najpierw jeden. Potem następny. Papier pękał z suchym trzaskiem. Maria siedziała na kanapie i patrzyła. Ewa darła powoli, jakby jeszcze łudziła się, że matka ją zatrzyma. Papier stawiał opór, rwał się nierówno. Potem coraz szybciej. Ręce zaczęły pracować same, mechanicznie. Koperty, kartki, pocztówki. Słowa rozpadały się na strzępy.

Po co to robisz? — zapytała w końcu Maria. 

Ewa nie odpowiedziała. Darła dalej. W końcu podniosła głowę. 

Mamo… ty je wszystkie przeczytałaś. Dlaczego?!

 Zapadła cisza. Maria wzruszyła ramionami. 

— Twoja sprawa, a w ogóle to o co ci chodzi? — powiedziała obojętnym głosem.

 Ewa klęczała nad workiem, który powoli się zapełniał. Darła dalej, aż nie zostało nic. Ani jednego listu. Ani jednego zdania, które ktoś kiedyś napisał tylko do niej. Kiedy związywała worek, ręce jej drżały. Miała wrażenie, że zniszczyła dowód własnego istnienia poza tym domem. Wyniosła worek do śmietnika. Maria już o tym nie wspomniała. Właśnie wtedy Ewa zrozumiała coś, czego wcześniej nie potrafiła nazwać: że ten gest — pełen rozpaczy, krzyku i nadziei — nie miał dla jej matki żadnego znaczenia? 





 Ktoś to zdarzenie interpretuje w ten sposób, że Maria nie za bardzo rozumiała swojego zachowania naruszając tajemnicę korespondencji. Dla Marii to był czysta chęć stać na straży bezpieczeństwa dorosłej córki,  a Ewa jako bardziej inteligentna powinna to zrozumieć i nie robić z tego dramatu. Powinna także zaakceptować wybranego przez mamę dla niej kawalera. Między innymi  to zdarzenie spowodowało, że Ewa  nie mogła zasnąć przez tydzień.





2 komentarze:

  1. Is this possible? If so, it's a nightmare

    OdpowiedzUsuń
  2. Such an explanation from someone who has violated their adult daughter's correspondence for years is still a merciless psychological denial of her right to be a separate being. A person with her own identity, with the right to feel. She has the right to reveal such unacceptable treatment. Ewa, I sympathize with you as I read the whole thing.

    OdpowiedzUsuń